Bywaja takie dni kiedy Pierwsze Dziecko Neostrady RP postanawia wykorzystać iście cudowną, letnią pogodę i wychodzi z domu. Tak, z domu. Po piątkowym randkowaniu przyszła sobota. I jak to mówią "i po wszystkich już kłopotach". Kolega zewsząd zwany w pobliskich wsiach "ministrantem" przez rzeszę wysokich, prawie zamężnych studentek z Puchatkami, Rodżerami czy innymi potworami z bajek Disney`a (angielski leży i kwiczy), postanowił mi zaproponować wspólną (jak to brzmi w ogóle) wycieczkę na poblisku miesjko-wiejski klub z didżajowaniem. Jako, że uwielbiam bawić sięz zakrapianych klimatach, muzyka techno jest bliska mej duszy, a dziewczyny tam przebywające stoją na zbliżonym szczeblu ewolucji mentalnej, niezwłocznie obwieściłem a wręcz wyraziłem z wielką satysfakcją, czytaj "banan na mordzie", że i owszem. Tak więc dwóch skończonych nieudaczników postanowiło tegoż letniego dnia spędzić wieczór w towarzystwie dymu papierosów i gorących 14stek. Było nawet fajnie, to w sumie druga dobra imprezka na Laxie. Syfa nie przyniosłem, dziecka nie spłodziłem więc misję uważam za udaną. Trochę plotek, polewek, nieobejrzany tylko przeze mnie męski streaptease Afrykańczyka, kilka rozmów, telebim i skróty meczów, ciekawe wizualnie osoby płci przeciwnej są doskonałym uwieńczeniem nudnego tygodnia.
Co prawda potrzebowaliśmy aż 3ech wizyt tam, żeby ostatecznie wejść za 5 zyli, co równoznaczne mogłoby być z pizzą, jednak wszelkie przygody tego dnia wliczając trzeci wspólny Kubuś, tym razem malinowy -> zasługiwały na gromkie brawa.
Niedziela przyniosła kolejne jazdy. Tym razem rowerowe. Nic dodać, nic ująć. Z Adamem jeszcze w daszku zawitaliśmy na prywatny teren Rochniańskiego Hotelu.
Nie mogłem się oprzeć widokowi huśtawek dla małych dzieci, na której nie dosięgałem nogami do ziemi, powaga (mam 177 jak coś). Po małym posiłku, setce polewek porobiliśmy sobie zdjęcia wliczając w to jak zawsze moją rozpędzoną nagą dupę, bo mam niestety ekshibicjonistyczne podejście do fotek ostatnio. Niestety poszłe się one jebać, a kilku normalnych nie dostałem jeszcze więc nie mogę wrzucić na fotke wliczając tych z motorem na który ledwo się wdrapałem przez moje ciasne krocze w krótkich spodniach.
Kolejnego dnia trochę żartów znów, wizyta u Kariny po której pamiętam tylko, że Adam uważa, że jest ze wsi. Z obrzeży wsi xD. Za co mu kiedyś wklepie ona, miejmy nadzieje.
Wczoraj działo się dopiero. Dopiero były jazdy. Pęciak mówi, skręćmy w prawo.
A tu przez las powalone co 5 metrów drzewa na ścieżce. Spoceni, zdyszani wbijamy się na pionową ścianę prawie na tory. I nie ma jak stąd zejść. No to brym brym po podkładach i kamieniach. Trochę mnie wytrzęsło plus spadł raz łańcuch. Byłem później taaak zjebany, że następnym razem bierzemy aparat w taką traskę.
Ostatnio na topie jest mleko. Zmrożone kakao, albo mleko czekoladowe niezbyt słodkie. Idealne na zakończenie dnia
Dziś jest dzień bez szkoły. Może trochę się pouczę statystyki ;). I finał ligii mistrzów.
Szczerze to mam mały armagedon od pornoli w systemie bo straciłem listę gg. Na szczęście odzyskałem historię, uff. Może jakoś się połapę, ale taaaak mi się nie chce uzupełniać jej :/, że aż postnąłem na blogu. I wszystko jasne.